Na tropach amarantowej barwyNa tropach amarantowej barwy Mam taką teorię: moda – rozumiana jako powszechne zjawisko estetyczno-obyczajowe – należy do przeszłości. W dawnym, masowym wcieleniu przestała istnieć. Teraz mamy do czynienia z jej kolejnym życiem – artystycznym. I ta reinkarnowana moda coraz częściej chowa się w świątyniach sztuki. Stylowe bezhołowie Kiedy patrzę na zdjęcia z XX stulecia czy portrety z jeszcze dawniejszych czasów, od pierwszego spojrzenia rozpoznaję epokę – po ubiorach i fryzurach uwiecznionych ludzi. Kiedyś zmiany w wyglądzie następowały w kilkudziesięcioletnich odstępach; w XX wieku każda dekada miała charakterystyczną sylwetkę i styl. W latach 90. nowe pomysły ubraniowe zaczęto serwować w takim tempie, że mało kto był, i jest w stanie za nimi podążać. Informacje o aktualnych must-have napływają już nie co sezon, lecz co pół sezonu. Tzw. fashionistki (czyli fanki mody) muszą trwać w stanie ciągłego pogotowia, jak na wojnie. Efekt? Co rozsądniejsze kobiety machnęły ręką na lans. Noszą, co lubią; w czym czują się pewnie, wygodnie, atrakcyjne. Na co dzień wygląda to tak: w butikach designerów oferowane są ekskluzywne ciuchy w niebotycznych cenach; w sieciówkach pojawiają się tanie imitacje tegoż; ulica nosi się bezstylowo, zwalając abnegację na trend zwany emo. W tym bezhołowiu są punkty constans: na wyjście – czarna klasyka typu Chanel, do pracy – biznes-mundurki, na gale – hollywoodzki glamour sprzed półwiecza. Ktoś, kto za jakiś czas spróbuje wyodrębnić wizualne cechy obecnego dziesięciolecia, stanie wobec chaosu. Na podstawie sztuki, filmów czy żurnali nie sposób zdefiniować mody współczesnej epoki. Bo żaden, choćby najsłynniejszy designer mody, nie jest już w stanie sprawić, żeby ulica jak jeden mąż czy żona założyła identyczne fasony. Paradoksalnie, nigdy wcześniej nie działało równie wielu projektantów i nigdy nie byli dopieszczeni tak jak obecnie. Hit na manekinie Gdzie dziś jest miejsce dla propozycji Wielkich Krawców? Na Haute Couture pozwala sobie coraz mniej możnych tego świata. Jak traktować dzieła dyktatorów mody – zwłaszcza te ekstrawaganckie, niepraktyczne, prezentowane podczas pokazowych spektakli na niebiańsko pięknych modelkach – jako gałąź sztukę użytkową czy sztukę „czystą”, wolną od funkcji utylitarnych? Chyba to drugie – bo organizuje się coraz więcej wystaw poświęconych ciuchom… Modowy boom w galeriach, to kwestia ostatniej dekady. Oczywiście, od dawna eksponowano w galeriach stroje historyczne lub etniczne. Zdarzały się też retrospektywy wielkich krawców, którzy zrewolucjonizowali podejście do ubioru: Paul Poiret, Chanel, Elsa Schiaparelli, Christian Dior. Ale projektanci w pełni sił twórczych nie mieli co marzyć, że dostąpią zaszczytu wystawiania w świątyniach sztuki. Precedens stworzył pokaz Yvesa Saint Laurenta w Met’s Costume Institute. Prezentacja stała się wydarzeniem 1983 roku. Okazało się, że publiczność tylko czeka na podobne atrakcje. Od tamtej pory prezentacje Haute Couture stają się sezonowymi hitami. Od ćwierćwiecza kreatorzy mają retrospektywy w najbardziej prestiżowych muzeach świata. Masowa kultura wyniosła projektantów na Parnas, niektórych okrzyknęła geniuszami. Skąd powodzenie ubraniowych ekspozycji? Podczas pokazu czy na fotografiach nie sposób dokładnie obejrzeć wspaniałe suknie i wyrafinowane akcesoria. Detalicznie, z każdej strony, można je podziwiać jedynie w galeriach. Tam chętnie oglądamy zwariowane projektanckie fantazje. Na pomysłowych manekinach, w efektownych sceneriach. Artystyczne aranżacje powodują, że nikt nie zadaje sobie pytania: czy to da się nosić? I gdzie w czymś takim wystąpić? Wiadomo: to kreacje przeznaczone do oglądania. Nie oszukujmy się jednak – te prezentacje cieszą się powodzeniem, bo nie męczą intelektualnie. Dostarczają rozrywki. Owszem, bywają wyrafinowane estetycznie, niekiedy dowcipne, czasem nawet wymagają od odbiorcy erudycji. Ale na ogół to nie tyle ubiory, co post-ubraniowe impresje, odjechane od rzeczywistości i ludzkich potrzeb. Oko na amarant Temat przewodni tegorocznego, szóstego Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Wizualnej inSPIRACJE – to „glamour/pochwała piękna”. Organizatorzy i autorzy szczecińskiego mitingu wyczuli ducha czasów. Tak dobrali wystawy, pokazy oraz performances, żeby odzwierciedlały współczesne zatarcie granic pomiędzy sztuką wysoką a masową. Trafiony jest też kolorystyczny leitmotyw przeglądu: wściekły róż. Barwa, która ma mnóstwo konotacji artystycznych i modowych, przy tym łączy się z obyczajową rewolucję ubiegłego stulecia. W dodatku to odcień zaakceptowany przez projektantów ubioru i twórców stosunkowo najpóźniej, dopiero w latach 30. XX wieku. Za to z niebywałym efektem! Ponad rok temu World Museum w Liverpool przedstawiło wystawę „Oko na kolor”. Z przeprowadzonej podówczas ankiety wynikało, że ulubioną barwą większości widzów płci żeńskiej jest różowy. Zarówno w delikatnych, pastelowych odmianach, jak w odcieniach nasyconych, bijących po oczach. Co jest powodem sukcesu różu? Najpierw – o przyczynach komercyjnych. Otóż najintensywniejsze pink-odcienie emitują energię o sile i szybkości porównywalnej do energii fali światła. Wygrywają z innymi barwami w wyścigu o przyciągnięcie naszego wzroku. Żeby się o tym przekonać, wystarczy wziąć jakiekolwiek lifestylowy magazyn czy otworzyć internetowe portale poświęcone modzie lub plotkom o celebrytach: amarant świeci z większości nagłówków. Teraz o powodach psychologicznych. To kolor kojarzący się z odwagą, oryginalnością i seksem. Dlatego mocny róż polubili projektanci mody. W ostatnich sezonach amarantem kuszą kolekcje Diora, Oscara de la Renty, Varsacego, Caroliny Herrery, duetu Dolce & Gabbana. Bynajmniej nie w postaci akcentów, lecz w wersji total look – od butów po kapelusz, z sukienką i futrem włącznie. Fuksję lansuje się na przyjęcia do wystroju stołów i w drinkach. Panie w każdym wieku odważyły się na amarantowe fryzury. Na ten sam kolor niektóre damy farbują sierść psów i innych domowych zwierzaków, od kota do chomika. Wyprodukowano nawet… różowe trumny. Intensywny róż jarzy się też w sztuce. Jako perwersja, odniesienie do przyrody bądź kokietowanie świadomym kiczem. „Pink not death!”, zapewnia Maurycy Gomulicki i daje przykład, pokazując kompozycje z wagin oraz inne erotyki. Również Basia Bańda chętnie posługuje się różową barwą w różnych odcieniach, łącząc zmysłowość z infantylnością; kobiece i męskie symbole organów płciowych z niewinnością. Także amerykański artysta Franz West często pokrywa rzeźby fluorescencyjnym różowym kolorem – dla uzyskania uzyskania skojarzeń z fallusem. Z kolei Christo i Jean-Claude otoczyli amarantowymi „kołnierzami” małe zalesione wysepki w zatoce Miami's Biscayne (instalacja „Surrounded Islands”,1980 – 1983), tworząc zjawiskowy mariaż natury i sztuki. Są też twórcy robiący ukłon w stronę kampu, czyli zamierzonego, dowcipnego kiczu: Divie, nieżyjący już transwestyta i drag queen, łączył wyrafinowanie z cukierkową brzydotą – jak w filmie „Ping Flamingos” (1972, reż. John Waters) czy niemiecki duet Eve i Adele, ubierający się w identyczne lalkowate kreacje z przewagą różu. Na obraz i podobieństwo Barbie Przez stulecia amarant istniał tylko w przyrodzie, na płatkach kwiatów. Dopiero w 1859 roku pojawiła się magenta. Najmłodszy w historii sztuki pigment został odkryty po… bitwie pod Magentą w Lombardii (stąd nazwa barwnika), podczas kampanii włoskiej Napoleona III. Nowy pigment wydzielono ze smółki węglowej. Okazał się trwały i rozpuszczalny w wodzie. Od tego momentu zaczęła się jego kariera. Początkowo skromna. Produkowano z niego tusz; stosowano w drukarstwie. W modzie ubraniowej pojawiał się jedynie w subtelnych rozbielonych tonach. Pod koniec I wojny światowej blady różowy kolor przypisano niemowlętom płci pięknej, zaś niebieską gamę zarezerwowano dla nowonarodzonych chłopców. Stopniowo wydłużał się okres ubierania dziewczynek na różowo. Małe kobietki zaczęły identyfikować się z tym kolorem. Jednak na ostry róż pozwalały sobie tylko chłopki w egzotycznych krajach bądź… kobiety lekkich obyczajów. W latach 50. cukierkową gamę pokochała amerykańska masowa kultura. Pierwowzorem kobiety-kiczu stała się Barbie, kultowa lala ostatniego półwiecza. W ślad za zabawką pojawiły się żywe Barbie. Udawały niewiniątka, a emanowały seksapilem. Przykładem – Marylin Monroe w filmie „Mężczyźni wolą blondynki”. Albo Dolly Parton, piosenkarka country i aktorka o cukierkowej urodzie. A także Reese Witherspoon w roli „Legalnej blondynki. Wersję pink-matrony (żyła prawie 100 lat, zmarła w 2000 roku) stworzyła Barbara Cartland, autorka łzawych i głupawych romansideł, ubierająca się wyłącznie na różowo. Od kilku lat na topie dziewczęcej mody znalazł się motyw nazwany Hello, Kitty! Co znamienne – na przedmioty ozdobione cukierkową panienką polują nie tylko dziewczynki w wieku przedszkolnym – także ich matki. Z kolei róż dla supermanów wylansował Elvis Presley, jeżdżący Pink Cadillakiem. Na przełomie lat 50. i 60. limuzyny w tej barwie podbiły szerokie drogi Ameryki, stając się pojazdami kultowymi – o czym przypomina piosenka Bruce’a Springsteena „Pink Cadillac” z 1984 roku. Przez kilkadziesiąt lat różowa gama znacznie się wzbogaciła. W zależności od tonu, nosi nazwy amarant, purpura, fuksja, magenta. Najczęściej używa się określenia pink. Czasem z przymiotnikiem „szokujący”, „gorący”, „elektryczny”, „psychodeliczny”. Ale z różową barwą jak z trucizną – trzeba ją dawkować. Serwowana w nadmiarze przeobraża się w niestrawny bazarowy szyk. Sztuka równa się szok Uprzedzenia wobec amarantu przełamała Elsa Schiaparelli (1890 –1973). W tym roku przypada 120. rocznica urodzin „artystki, która robiła ubrania”. Tak pogardliwie określała ją Chanel. Znakomita włosko-amerykańsko-francuska projektantka tworzyła modę dla kobiet pragnących podkreślić swą indywidualność. Pasjonował ją szok jako zjawisko estetyczne i psychologiczne. Nic dziwnego – działała w czasach, gdy psychoanaliza była na ustach wszystkich. Schocking pink, to firmowy kolor Schiaparelli. Kiedy w 1954 roku opublikowała autobiografię, dzieło zatytułowała „Shocking Life”, a na okładce umieściła własną podobiznę we wściekle różowej barwie. Jej największy komercyjny sukces, to perfumy Shocking, najsłynniejsze spośród ośmiu innych, przez nią wylansowanyc. Szokujący zapach powstał w 1937 roku. W amarantowym pudełku gnieździł się flakonik projektu Leonor Fini. Naprawdę zaskoczenie: buteleczka imitowała kobiecy tors w miniaturze! Za prototyp posłużył manekin Mae West, słynnej seksbomby lat międzywojennych. W 1993 roku pomysł powtórzył Jean-Paul Gaultier, rzucając na rynek wodę toaletową „Classique” – w szkiełku a la gorset Madonny. Schiaparelli pierwsza połączyła modę ze sztuką. W dosłownym sensie: przeszczepiła do ubiorów surrealizm. Szczyciła się współpracownikami z najwyższej artystycznej półki: Jean Cocteau, Salvador Dali, Leonor Fini, Alberto Giacometti… Znakomite i dowcipne są projektowane przez nich dodatki i zdobienia strojów. Usta wyhaftowane wokół kieszonek (rysunek Dalego), dłoń w miejscu paska (według szkicu Cocteau), guziki pod postaciami klaunów. W kategorii najdziwniejszych idei palma pierwszeństwa należy się kapeluszom w kształtach rozmaitych przedmiotów (but, korona, rożek lodów, lisi pyszczek, piramida z loków) – wszystko wykreowane z pomocą małżeństwa Salvadora i Gali Dali. Hiszpański surrealista był też współautorem torebki w formie telefonu ze słuchawką w kształcie homara, sakiewki ze świecącą żarówką w środku, torebki-aktówki udającej złożoną gazetę oraz torebki z wmontowaną w zapięcie pozytywką, grającej melodyjkę przy każdym otwarciu. Rozgłos przyniosły Elsie nie tylko projekty, również niestandardowe pokazy mody – precyzyjnie obmyślone spektakle w specjalnie zaprojektowanych scenografiach, z po aktorsku zagranymi miniscenkami, efektami świetlnymi i dobraną muzyką. Prekursorskie modowe happeningi! Nietypowe też były motywy przewodnie kolekcji: instrumenty muzyczne, motyle, cyrk, astrologia, pogaństwo. Co widać przez różowe okulary Kiedy Edith Piaff śpiewała, że widzi życie na różowo, miało to metaforyczny wydźwięk: postrzega rzeczywistość w optymistycznych barwach, bo jest zakochana. Ktoś, kto patrzy na świat przez różowe okulary, ma nadzieję na lepszą przyszłość. Ale pink nie tylko oznacza radosne uczucia. Pod określeniem „różowa seria” w programie telewizyjnym czy wydawnictwach kryje się porno, często w wersji hard. „Pink rewolucja” oznacza ruch przeciwko dyskryminacji gejów i transwestytów, a widomym znakiem ich przynależności seksualnej są różowe koszule. Jednak uwaga! Pod pink flagą występują też radykalne feministki. Oraz przeciwnicy rasizmu (w Amsterdamie powstała antyrasistowska Fundacja Magenta). Funkcjonująca w Internecie gazeta „Pink” upowszechnia przede wszystkim miłe, głupie i dalekie od polityki plotki. Natomiast wydawany w Stanach Zjednoczonych „Pink Magazine” koncentruje się na pozytywnych wieściach ze świata kobiet: na ich sukcesach w biznesie, osiągnięciach naukowych, urodzie. Jest też w sieci strona zatytułowana „Ludzie, którzy lubią różowy kolor”. Każdy może dodać coś od siebie – zdjęcie, opis, anegdotę. Portal cieszy się powodzeniem. To znaczy, że pink na stałe zajął miejsce w popkulturze. Mieści się między modą, codziennością a sztuką. Kto nie wierzy, niech przemierzy szczeciński szlak oznaczony amarantową barwą. Monika Małkowska powrót |